Emily Giffin - "Dziecioodporna"

Autor: Emily Giffin
Tytuł: "Dziecioodporna"
Tytuł oryginału: "Baby Proof"
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 392



O kim spodziewamy się przeczytać w książce o tak znamiennym tytule? Z pewnością o kobiecie, która nie chce, nie lubi i nie ma zamiaru mieć nigdy do czynienia z dziećmi. Claudia to odnosząca sukcesy w nowojorskim piśmie kobieta. Uwielbia swoją pracę jako redaktor oraz jest entuzjastycznie nastawiona do życia. Po latach w końcu spotyka miłość swojego życia - Bena. Ben jako sympatyczny, miły i uśmiechnięty architekt ma jeszcze jedną cechę, która przekonała Claudię do tego związku - tak jak i ona, nie chce mieć dzieci. Para jest ze sobą niezmiernie szczęśliwa i postanawia się pobrać. Podróże, spotkania ze znajomymi i lekkość bytu zdecydowanie odpowiadają bohaterce. Postawa Bena zmienia się jednak po ślubie, kiedy ich przyjaciele decydują się na dziecko. Ben zostaje chrzestnym, nawiązując tym samym głębszą więź z maluchem, a jego dotychczasowy światopogląd zmienia się o 180 stopni. Dorasta on do roli ojca i chce się w niej spełniać. Namawia Claudię do macierzyństwa, lecz ta nie chce ulec, będąc zatrwożoną tak drastyczną zmianą postawy swojego męża.

Prawdę powiedziawszy po "Dziecioodpornej" spodziewałam się czegoś więcej. Liczyłam na wewnętrzną przemianę bohaterki, dogłębne opisy i wiele wiele emocji, które miały mi towarzyszyć w czasie lektury. Niestety nie doczekałam się. Claudia jak była przeciwna dzieciom, tak i na koniec książki nie była do nich zbyt przekonana. Cała książka właściwie nie niosła głębszego przesłania czy zachęty dla "opornych" i pokazania im, że świat dziecka jest piękny i może być dopełnieniem naszego małżeństwa oraz życia. Oczywiście nikt nie mówi, że posiadanie dzieci to KONIECZNOŚĆ. Potrafię zaakceptować czyjąś decyzję o nieposiadaniu potomka. Ale jednak czytając książkę tak dobrej autorki jaką jest Emily Giffin, spodziewałam się lepiej wykreowanej postaci i ton emocji. 

"Dziecioodporna" to z pewnością miła lektura na dwa wieczory, ale nie spodziewajcie się po niej za dużo: nie będzie tu wylewania łez, analizowania postaci, czy utożsamiania się z kimś. Dla mnie jest to książka z tych, które można przeczytać, odłożyć na półkę i więcej do nich nie wracać, bo nie niosą żadnych głębszych treści.



Ocena: 4/10



P.S. Niedawno odbyła się premiera najnowszej powieści Emily Giffin: "Pierwsza przychodzi miłość". Darmowy fragment możecie przeczytać TU. Moja recenzja już wkrótce na blogu!




Za egzemplarz dziękuję:



Udostępnij ten post

12 komentarzy :

  1. Czytałam kilka lat temu i muszę przyznać, że idealnie sprawdziła się jako lekka lektura. Co prawda, temat nie należał do najłatwiejszych, ale Autorka ma dar pisania o trudnych rzeczach w łatwy sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie książki Giffin jak dla mnie należą do lekkich lektur :) Idealne na chłodne wieczorki pod kocem!

      Usuń
  2. A sądziłam, że ta książka Griffin będzie dobrym rozpoczęciem przygody z tą autorką :P a szkoda, bo słaba. Dziś jej szukałam i nie znalazłam w bibliotece - może to i dobrze.
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przygodę z Giffin polecam zacząć od "Coś pożyczonego" - bardzo przyjemnie mi się ją czytało! A "Dziecioodporna" niektórym się podoba. Mi nie przypadła do gustu - czegoś w niej brakuje jak dla mnie.

      Usuń
  3. Na moim ukrytym stosiku Ten Jedyny. Jednak boję się po nią sięgnąć. Obawiam się, że będę się bardziej męczyć niż cieszyć lekturą. :(

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie na rozdawajkę. ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz i nie przeczytasz :P :)

      Usuń
  4. Wydaje się ciekawa nie wiem jednak czy znajdę na nią czas

    Blog o książkach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas ma chyba więcej książek do przeczytania niż czasu :))

      Usuń
  5. Nie czytałam tej książki, więc nie wiem czy to ty bykaś za surowa czy po prostu mi ten tytuł zmiękczył serce. Jednak póki co mam i tak pare książek w zapasie :)

    Może wpadniesz na krótką historię anonimowego uzależnienia? :) Anonimowe: hit czy kit??

    Pozdrawiam cieplutko
    Julka.bb

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książek "w zapasie" nigdy dość! Dzięki, zajrzę na pewno :)

      Usuń
  6. Może to i ciekawy temat posiadania czy nie posiadania dzieci, ale chyba do tej pozycji nie zajrzę

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakiś czas temu czytałam, ale nie pamiętam zbyt dobrze :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz, który nie jest spamem! Motywuje do dalszej pracy i pisania :)

Jeśli spodobał ci się blog, zachęcam do obserwacji bloga oraz mojego profilu google +