Jan W. - "Niedopieszczeni"

Autor: Jan W.
Tytuł: "Niedopieszczeni"
Wydawnictwo: NovaeRes
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 188







"Witajcie w rzeczywistości, gdzie liczą się tylko wyniki, wypracowany zysk i miejsce w pracowniczej hierarchii. Poznajcie ludzi, którym system dał wszystko wyłącznie po to, by uczynić ich posłusznymi narzędziami. Przekonajcie się, jak szybko można zatracić się w wirtualnym świecie rozmytych wartości, głęboko pragnąc po prostu „kochać i być kochanym”."


Nie można chyba nie zacząć recenzji tej książki od niepodzielenia się powyższym fragmentem jej opisu. Idealnie bowiem oddaje sedno sprawy i w kilku zdaniach streszcza, o czym właściwie jest lektura "Niedopieszczeni". Jako że sama pracuję w korporacji, tym bardziej chciałam utożsamić się z bohaterem (i jednocześnie autorem) książki. Chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście Jan W. ujął wszystko to, co jest tak właściwe dla wielu korporacji. Czy otrzymałam to, czego szukałam?

Jan W. to typowy pracownik wielkiej korporacji, których w dzisiejszych czasach są na pęczki. Przez wiele lat pnie się po szczebelkach korporacyjnej kariery, biorąc udział we wszelkich mitingach i trejningach, jeżdżąc na asajnmenty starając się tym samym o kolejną marną podwyżkę. W międzyczasie uwikłany jest w romans z szefową oraz pięcioma innymi pracownicami. Jest kawalerem, nie zależy mu na ustatkowaniu się. Jedyne czego pragnie to wyjść wieczorem na piwo lub pięć, kupić sobie najnowszego ajfona, a w niedzielę poprzeglądać najnowszy katalog Ikei przy kawie ze Starbucksa.

Można by się było właściwie pośmiać z całej sytuacji oraz postaci wykreowanej (bądź po prostu zaprezentowanej) w książce, jednakże będąc zupełnie szczerą wierzę, że ta historia mogła się wydarzyć naprawdę. Oczywiście nie możemy wrzucać wszystkich do jednego wora, co to, to nie. Wiadomo, są wyjątki. Mimo to uważam, że "Niedopiszczeni" idealnie obrazuje życie całego tego korporacyjnego monstrum, który pierze ludziom mózgi, a na koniec wypluwa prosto na jedną z Warszawskich ulic, gdzie owy delikwent ponownie rozpoczyna poszukiwania swojego idealnego życia w kolejnym korpo. Sad but true.

Jeśli mam być szczera, to autor książki bardzo (ALE TO BARDZO) swoim stylem pisania przypominał mi tego od "Pokolenia Ikea". Momentami miałam wrażenie, że czytam to samo po raz drugi. A może to jest ten sam autor, ukrywający się pod innym imieniem? Cholera wie. Nie można jednak zaprzeczyć temu, iż dobrze oddał życie człowieka, który na dobre ugrzązł w korpoświecie. Pogoń za pieniądzem, za niedoścignionymi ideałami rodem z Amerykańskich komedii romantycznych. Niestety i do nas zawitała już moda (czy to już konieczność?) na posiadanie tego co najlepsze, najdroższe i najbardziej błyszczące. Czy to dobrze? Nie wiem. Świat idzie do przodu, idźmy razem z nim. Jak to będzie, zobaczymy... :)

Na koniec filmik dla Was (przysięgam, że prezentuje czystą prawdę!):





Ocena: 6/10


Za egzemplarz dziękuję:


Udostępnij ten post

4 komentarze :

  1. Mam tą książkę na czytniku. Przeglądając faktycznie miałam wrażenie, że napisał ją ten gość od Pokolenie Ikea... Raczej nie będę jej czytać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że lektura "Pokolenia IKEA" wystarczy mi w zupełności i nie będę sięgać po tę książkę, skoro jest tak bardzo podobna. Może kiedyś zmienię zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest podobna pod względem stylu pisania, a nie w samej treści :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz, który nie jest spamem! Motywuje do dalszej pracy i pisania :)

Jeśli spodobał ci się blog, zachęcam do obserwacji bloga oraz mojego profilu google +